Ludność
Oto jak opisał ludność zamieszkującą nasze tereny w roku 1890 Zygmunt Wierzchowski:
„Mężczyźni noszą włosy długie, lecz wąsy i brody golą. Kobiety starannie pielęgnują swe włosy. Dziewczęta nad dolnym Sanem noszą nad czołem grzywki, które nazywają pejsami (…)”
„Niezmierna chciwość grosza, cechująca powszechnie charakter ludu tutejszego, jest jedną z najgłówniejszych pobudek do egoizmu występującego bardzo rażąco we wszelkich stosunkach rodzinnych i towarzyskich. Nie jeden ojciec przez chciwość zwleka ożenienie własnych dzieci, aż mu dobrze wysłużą, chociażby podstarzeli się w domu (…). Młody również żeniąc się, ubiega się przede wszystkim o posag i wyprawę najbogatszą, lecz nie o przymioty przyszłej żony.”
„Wieśniak puszczy Sandomierskiej uprawia swój grunt sam, albo przy pomocy swej rodziny; a tylko zamożniejsi gospodarze trzymają stałą służbę, którą nazywają czeladzią.”
„Po największej części w izbie mieszkalnej innych sprzętów niema, tylko szerokie łóżko familijne, na którem śpią rodzice wraz z dziećmi i to dorosłemi, co daje im często powód do zgorszenia.”
„Za trunek pijają piwo, wódkę czystą lub przepalaną z miodem i ze słoniną, a na jarmarkach wódkę zaprawianą kroplami, t.j. eterem, czasem też żydowskie wino w miasteczkach."
„(…) na konie wołają, kierując je w lewo: wiśta!, w prawo: hejta!, poganiając: wie!, wstrzymując: ptru-u-u i cofając: nazad, ciuryk! (…)
Na krowy wołają, popędzając je: a ke-e!, albo hela-a! Zwołując kury, wołają: tiu-tiu-tiu! na kaczki: taś-taś-taś! (…)"
„Wieśniak tutejszy, nie umiejąc czytać i pisać, orientuje się co do czasu tylko według świąt i ważniejszych wypadków w życiu, np.:
„Nasemu Wojtkowi bendzie za dwie niedziele psed Godnymi świentami (Bożem Narodzeniem) dziewientnaście roków”.
„Kiej nasego Franka łoddajali (do wojska), Jagna Dulcyna miała chłopcaska”.
„Na świenty Pieter łumarli nas tatuś”.
„Na świenty Michał pogorzały szyćkie budynki Sumatrom”
A oto jak pisze Hieronim Pietruszyński o swoich wspomnieniach z dawnego Rozwadowa:
„(…) Każdy żył ze swojego gospodarstwa i z tego co sam sobie wyprodukował. (…) Kobiety ze wsi szły do kościoła boso, a buty nosiły w rękach. Dopiero w mieście lub pod kościołem ubierały je. (…) Mężczyźni mięli swoje miejsca schadzek. Grali tam w karty, domino, bilard. Latem grali w kręgle albo odbywali spacery do lasu lub nad San w gronie kilku młodszych osób przygrywających w drodze na harmonii lub organkach. W czasie tych spacerów obserwowano i podziwiano przyrodę, która wtedy nie była jeszcze zniszczona (…).”
W XX wieku Pławo liczyło 1700 mieszkańców. Pojawiło się bezrobocie, ludzie emigrowali. Nadzieja przyszła wraz z pojawieniem się projektu budowy COPu. Po kilku latach wieś przestała istnieć, wcielona w nowe miasto - Stalową Wolę. Dziś stanowi jedynie jej osiedle.

